Garstka hipokrytów i „naiwnych”

Weźmy sobie niejakiego Mieszka Czerniawskiego, znanego w sieci jako „Miechulec”, który od lat jest ekspertem w tematyce eurowizyjnej. Był członek zespołu redakcyjnego portalu eurowizja.org uraczył nas w ubiegłym roku stwierdzeniem na swoim kanale na YouTube, że nie jest za udziałem Izraela w Eurowizji, ale nie będzie bojkotować konkursu. Potem było jeszcze lepiej! Czerniawski określił wiarę Telewizji Polskiej, że Eurowizja 2026 będzie przestrzenią, w której liczy się wyłącznie muzyka, jako „naiwną”, zwracając uwagę na niemożność oddzielenia konkursu od polityki. Nie przeszkadza mu to prezentowanie konkursu jako miejsca, gdzie polscy muzycy mogą reprezentować naszą kulturę. Wątpliwy to argument patrząc na to kogo i co wypromowała TVP na eurowizyjnej scenie. Występ Donatana i Cleo w 2014 roku z seksistowską piosenką „My Słowianie” nie jest jedynym żenującym występkiem w „promocji” Polski ze strony telewizji chcącej uchodzić za publiczną. Jeśli Mieszkowi Czerniawskiemu promocją kojarzy się z ubijaniem masła, sprowadzaniem kobiet do roli przedmiotów - w tym wypadku elementów scenografii to gratuluję! Niech dalej w to brnie, ale też powinien liczyć się z krytyką tej części opinii publicznej mającej inne zdanie od niego. Nie tylko Mieszko Czerniawski wykazuje się ignorancją i hipokryzją. Wszyscy eurowizyjni influencerzy oraz redakcje eurowizyjnych portali latami nie zauważali, że polityka EBU organizatora konkursu stoi w sprzeczności z ideami jakie ma nieść ze sobą. Warto przypomnieć wszystkim jeszcze raz, Rosja (rosyjskie radio i telewizja) nie zostały wyrzucone z EBU, tylko wyszły z unii nadawców na swoich warunkach po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej. EBU ogłosiła w dniu 24 lutego 2022 roku, że Rosja i Ukraina mogą nadal uczestniczyć w Konkursie Piosenki Eurowizji, określając wydarzenie jako "apolityczny event kulturalny". W odpowiedzi na te działania, rosyjskie media państwowe same ogłosiły zamiar wystąpienia z EBU, uznając wykluczenie z Eurowizji za błąd a siebie jako ofiary nagonki ze strony władz w Kijowie. Białoruś wcześniej zawieszona wyszła z unii nadawców niezbyt przejmując się brakiem przestrzegania przez siebie praw człowieka. Gdyby białoruski nadawca publiczny nie chciał wysłać do Rotterdamu w 2021 roku politycznego utworu uderzającego w opozycję pewnie nikt w siedzibie EBU w Genewie nie zawracał sobie głowę łamaniem tam praw człowieka. Białoruś brała udział w Eurowizji 16 lat udział, Rosja 26 lat (z przerwami) a przez cały ten czas zwalczano brutalnie myślących inaczej niż władza, nie wyłączając mordowania ludzi. Izrael wykorzystał poparcie części europejskiej klasy politycznej, ludzi kultury oraz zachodniej opinii publicznej, kreując od lat Palestyńczyków jako terrorystów celem ratowania swojego wizerunku. Eurowizja jest jedną z międzynarodowych scen, gdzie rząd w Tel Awiwie próbuje zakrzyczeć sprzeciw wobec ludobójstwo na Palestyńczykach jakie ma miejsce od dekad. Z roku na rok udaje im się to z trudem. Coraz głośniej słychać oburzenie udziałem Izraela w konkursie nawet wśród eurowizyjnych fanów. Obecnie EBU jest mocno podzielone, konkurs bojkotują: Hiszpania, Islandia, Słowenia, Irlandia i Niderlandy. Brak tych państw burzy cały konkurs. Wycofanie się kluczowych płatników (jak Hiszpania) zmusza unię nadawców do szukania nowych źródeł finansowania lub redukcji skali wydarzenia. Już teraz widać, że część osób prowadzących kanały poświęcone konkursowi zawiesza je nie widząc sensu komentowania kiedy bierze w nim udział Izrael. Podział nie służy samemu konkursowi i EBU. Do władz unii oraz władz austriackich a także samego Wiednia nie dociera fakt, że izraelskie zbrodnie wojenne rzucają się cieniem na Eurowizję. Bojkot konkursu jest dziś aktem odwagi, kiedy większość osób organizujących ten konkurs i fanów uważa, że nic takiego strasznego nie dzieje się na bliskim wschodzie. Otóż się dzieje, od lat systematycznie mordowani są Palestyńczycy w imię syjonistycznych marzeń o potężnym Izraelu. EBU jest jak wiele międzynarodowych organizacji skorumpowana, uzależniona od pieniędzy z państw mających od dawna problemy z poszanowaniem praw człowieka. Tak jest z Izraelem, do 2022 roku było z Rosją. I to, co spotyka reprezentantów Izrael nie jest nowe w konkursie. Najgłośniejsze przypadki wygwizdywania miały miejsce w 2014 roku (siostry Tołmaczowe) oraz 2015 roku (Polina Gagarina). Publiczność reagowała w ten sposób na rosyjską agresję na Krym oraz restrykcyjne prawo przeciwko "propagandzie LGBT" w Rosji, które stało w sprzeczności z wartościami konkursu. Aby uniknąć politycznych manifestacji na antenie, organizatorzy Eurowizji 2015 w Wiedniu zastosowali specjalne filtry dźwiękowe (tzw. "anti-booing technology"), które tłumiły gwizdy na widowni podczas transmisji telewizyjnej. Dziś jest tak samo tylko nie ma Rosji, a Izrael został. Sytuacja nikogo nie nauczyła także redakcje polskich eurowizyjnych portali i znawców konkursu. Nie powinno to nikogo dziwić. Kiedy TVP rządził homofobiczny Jacek Kurski wraz z PiS-em na Woronicza 17 chodzili tam eurowizyjni dziennikarze nie ukrywający swojej orientacji. Nie przeszkadzało im to jak TVP obrzydzało widzom osoby LGBTQ. Eurowizja żyje ideą pieniędzy, zresztą zawsze tak było. Dopuszczenie Izraela w 1974 roku do udziału w konkursie, brak reakcji na wydarzenia w Rosji i na Białorusi ostatecznie skompromitowały EBU, Eurowizję i cały świat zachodni. Dla tego bawi mnie Mieszko Czerniawski i inni mówiący, że są same korzyści z udziału Polski w Eurowizji. Nie ma żadnych, a jest tylko wyłącznie hipokryzja i utrata twarzy. Środowisko eurowizyjne w Polsce tworzy garstka hipokrytów i „naiwnych”.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kamilka z „upiornego” domu

Ach te lata 90.!

Karolek Kibolek