"OZE-sroze" - tobie Czarnek nie pomoże!
Jeszcze nie ma mowy o rewizji wschodniej granicy, poparciu dla likwidacji państw bałtyckich, podziale między Polskę a Rosję, Litwy i Ukrainy. PiS wam tego na razie nie powie, ale nie ma takich podłości, do których obie Konfederacje nie mogą się posunąć. Przesuwanie granic w dyskusji publicznej jest u nich od dawna rzeczą oczywistą. Grzegorz Braun kwestionuje istnienie komór gazowych, holokaustu, zbrodni III Rzeszy! To niedługo będzie narracja polityków PiS-u. Właściwie była, tylko dołów partyjnych, środowisk samorządowych niespójnych politycznie ze stanowiskiem centrali partyjnej poza oficjalnymi wystąpieniami. Mamy tam do czynienia z m.in. rusofilami, antysemitami, monarchistami i innymi brunatnymi ludźmi. W 2007 roku Jarosław Kaczyński zniszczył LPR i stopniowo zaczął przejmować ich elektorat, część polityków i samorządowców. Wydawało się, że na lata zabetonuje prawą stronę. Na ponad 10 lat udało mu się być wyrocznią na prawicy. W 2019 roku wyrósł mu konkurent w postaci Konfederacji. Kaczyński potem dążył do marginalizacji partii Mentzena i Bosaka. Uważał Konfederację za partię „pryszczatych” dzieciaków, nietrwałą formację polityczną, którą unicestwią wewnętrzne spory ze starszymi członkami partii w osobach Grzegorza Brauna czy Janusza Korwina Mikke. Nie doszło do tego. Co prawda Konfederacja tuż przed wyborami prezydenckimi w 2025 roku pozbyła się Brauna, ale on stworzył swoją Konfederację Korony Polskiej. KKP osłabiła pozycję PiS-u pozyskując jego dotychczasowy radykalny elektorat. PiS go utracił, ale wierzy nadal w jego odzyskanie. Stąd decyzja Jarosława Kaczyńskiego, że wystawi kandydata na premiera Przemysława "OZE-sroze" Czarnka. Na tą chwilę nie wiadomo czy PiS będzie w koalicji z obiema Konfederacjami jako pierwsza siła czy będzie musiał w nią wchodzić z pozycji petenta. Dla Jarosława Kaczyńskiego taki scenariusz nie jest do przyjęcia. Postanowił zabrać KKP Brauna elektorat aby móc doprowadzić do koalicji tylko z Konfederacją. Wystawienie Czarnka może robić wrażenie. Były minister edukacji wszedł z przytupem w rolę kandydata na premiera. Jest wyrazistą osobą w negatywnym tego słowa znaczeniu. Kiedy patrzy się na jego dokonania i wypowiedzi są one kwintesencją polskiej prawicy od 35 lat. Czarnka ukształtowały lata 90., kiedy szalejący neoliberalizm do spółki z patriotycznym bełkotem zagościły w umysłach większości polskiego społeczeństwa. Radykalizm w jego wykonaniu może budzić obawy, ale nie porusza serca i umysły elektoratu o który ma on zabiegać. Zwolennicy KKP mają Brauna, podróbek im nie potrzeba. PiS marzy o 30% poparcia w wyborach parlamentarnych w 2027 roku. Mało prawdopodobne aby się tak stało. Radykalny elektorat odpłynął do KKP i nie wróci. O młodych dziadersy z PiS-u nie zabiegają, wiedzą jak bardzo są dla nich obciachowi. Jarosław Kaczyński nie powiedział ostatniego słowa. Zapewne kiedy sondaże wykażą, że Czarnek to nie to, co dźwignęłoby do góry jego partię wymieni go na młodszego. Kto wie czy nie będzie nim Tobiasz Bochyński. Chociaż dla radykałów jest nazbyt stonowany i grzeczny. To chłopiec z dobrej mieszczańskiej rodziny, nie bardzo pasujący do obrazu radykała. Patryk Jaki to grafoman, podpinający się pod narrację jaka mu daje punkty w elektoracie, ale nie ma charyzmy i jest nijaki. W konfrontacji ze studentami nie potrafi wyartykułować argumentów przemawiających za jego narracją. PiS nie należy składać do trumny, ale widać nadchodzący czas schyłkowy partii z ulicy Nowogrodzkiej. Nie ma już nic do zaproponowania poza walką z Tuskiem i Niemcami. Młodzi wolą Konfederacje i bajki o wolności ekonomicznej, radykałowie chcą Wilna i Lwowa, antysemityzmu, czystek etnicznych, lustracji postaci historycznych oraz innych chorych akcji. Tego PiS im nie jest w stanie zapewnić, bo w tym już nie byłby wiarygodny. Kończy się nie tylko stabilny świat Donalda Tuska, ale również Jarosława Kaczyńskiego. Jest jeszcze jedna, istotna rzecz, którą symbolizuje Przemysław Czarnek. Jego kandydatura ukierunkowuje PiS w stronę neoliberalizmu. Odejście od prospołecznego wizerunku nastąpiła już kilka lat temu. Wystawienie kandydatury Czarnka jest ostatecznym potwierdzeniem odejścia partii od narracji sprzed dekady. Nie da się tkwić tak w rozkroku. Testem mogącym przesądzić o końcu PiS-u będzie projekt ustawy Konfederacji uderzający w lokatorów. Jeśli partia Kaczyńskiego wstrzyma się nawet od głosu przy dalszym jej procedowaniu w sejmie, to będzie sygnał oczywisty dla osób najuboższych, PiS ich nie reprezentuje. Wiele na to wskazuje, że PiS będzie musiał układać się z obiema Konfederacjami aby móc rządzić, inaczej do władzy nie dojdzie. W takim układzie Czarnek nie będzie premierem.
Komentarze
Prześlij komentarz