Sztuczki z Eurowizją

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze! Także o prestiż jaki daje tym wszystkim eurowizyjnym randomom uczestnictwo TVP – Telewizji Polski w Konkursie Piosenki Eurowizji. Nie interesują ich prawa człowieka łamane latami przez Rosję, Białoruś i Izrael. Najważniejsze być w swojej bańce, w świecie własnego komfortu. Tak jest bezpieczniej, tak jest łatwiej. Dla redakcji eurowizyjnych portali ważne jest ich dobre samopoczucie a nie to, że kolejny rok bierze udział w konkursie Izrael oskarżany o ludobójstwo na Palestyńczykach. Tak jak wcześniej nie interesowało ich, co robi Rosja i Białoruś wobec własnych obywateli. Postawa mediów eurowizyjnych oraz osób z nimi związanych przebija Himalaje hipokryzji. Skąd to się bierze? Skąd u tych ludzi fascynacja konkursem w którym polscy reprezentanci ponoszą porażki rok w rok? Nie przeszkadza im nawet to, że ich media społecznościowe mają tak słaby zasięg, a sam konkurs nigdy nie cieszył się takim zainteresowaniem nad Wisłą jak np. w Szwecji. Polska według eurowizyjnych redaktorów promuje swoją kulturę na Eurowizji. W jaki sposób? Balansując między nieudolnym wpisywaniem się w światowe trendy muzyczne a prezentowaniem polskiego folkloru w sposób przybierający niekiedy prymitywny przekaz, jak podczas występu Cleo na Eurowizji w 2014 roku. Eurowizja to dla tych pseudodziennikarzy coś więcej niż tylko konkurs – to, według nich, wydarzenie, które, mimo podziałów, jednoczy widzów z różnych krajów, prezentując ogromną różnorodność muzyczną i kulturową Europy. Może kiedyś tak było, dziś konkurs to podziały, konflikt, toksyczna atmosfera a najmniej w tym muzyki. Kiedy OGAE Polska (Stowarzyszenia Miłośników Konkursu Piosenki Eurowizji) powstawało w 2005 roku zrzeszając niewielką grupę eurowizyjnych fanów konkurs przeżywał jeden z największych kryzysów wizerunkowych. Wynikało to z niskiego poziomu, spowodowanego tym, że dominowała polityka a nie muzyka. Co ciekawe konkurs już miał za sobą pierwszy bojkot w historii. W 2003 roku brytyjski duet Jemini zajął ostatnie miejsce z zerowym dorobkiem. Niektórzy przypisują to zaangażowaniu się Wielkiej Brytanii po stronie Stanów Zjednoczonych w inwazji na Irak, który nastąpił w lutym tego samego roku. Na pewno było jedną z przyczyn, drugim ważnym powodem takiej niskiej pozycji było niemiłosierne fałszowanie duetu z Wysp Brytyjskich. Polska po całkiem dobrych dwóch edycjach krajowych eliminacjach wróciła do wewnętrznego wyboru wybierając w 2005 roku zespół Ivan i Delfin znanych tylko z jednego utworu. OGAE Polska nie reagowało wtedy ani później na brak transparentności w wyłonieniu reprezentanta do Kijowa. Można to złożyć na karb młodego wieku członków, braku doświadczenia i wiedzy na temat niechęci TVP do Eurowizji. OGAE Polska szybko jednak nauczyli się protestować, gdy podejmowano temat wycofania się Polski z konkursu. W innych nie mniej ważnych aspektach, jak np. prawa człowieka woleli milczeć i nie zabierać zdania. Nie zmieniły tego zmiany pokoleniowe w redakcji nadal udawano, że Eurowizja jest imprezą apolityczną. Już w 2009 roku oblali test z solidarności z osobami LGBTQ, chociaż bardzo wielu z nich nie ukrywało swojej orientacji. Choć brutalne stłumienie parady "Slavic Pride" w dniu finału moskiewskiej Eurowizji wywołało międzynarodowe oburzenie (np. ze strony delegacji Holandii czy Norwegii), media relacjonujące konkurs skupiały się głównie na występie Lidii Kopanii oraz wysokiej jakości technicznej rosyjskiej produkcji. Kolejne katastrofy jakim były polskie preselekcje, niski poziom i brak awansu Marcina Mrozińskiego w 2010 roku i Magdaleny Tul w 2011 roku dopełniły czar goryczy. Większość opinii publicznej była za wycofaniem się Polski z konkursu. W mediach i na forach internetowych po 2011 roku pojawiały się liczne głosy o „bojkotowaniu” konkursu ze względu na brak szans na sukces i poczucie niesprawiedliwości, co wpisywało się w atmosferę wokół decyzji TVP. Eurowizyjni dziennikarze mówili o potrzebie kontynuowania uczestnictwa w konkursie, ale czekała ich nie miła niespodzianka. W drugiej połowie listopada 2011 roku gruchnęła wieść, że TVP chce się wycofać z konkursu. Decyzja Telewizji Polskiej o braku udziału w Konkursie Piosenki Eurowizji w 2012 roku była wynikiem skupienia się na innych, kluczowych projektach realizowanych w tym czasie przez nadawcę jak Euro 2012 czy Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie w tym samym roku. Jak się potem okazało nie była to prawda, a powód był zupełnie inny. „Telewizja Polska wyjaśniła KRRiT powody wycofania Polski z Eurowizji 2012. W piśmie skierowanym do Dyrektora Departamentu Prezydialnego KRRiT Biuro Zarządu i Spraw Korporacyjnych TVP informuje, że wycofanie Polski dokonało się po głębokiej analizie problemu. Okazuje się jednak, że to nie Euro 2012 czy Igrzyska są głównym powodem takiej decyzji. TVP uważa, że konkurs stracił na znaczeniu i nie jest już tak popularny w Polsce jak w latach 90. TVP twierdzi, że wpływ na taką sytuację miały słabe wyniki polskich reprezentantów. Spadek popularności sprawił, że ESC nie jest już tak rentownym konkursem, a jego ranga spadła poniżej standardów obowiązujących w telewizji publicznej. Jak podaje zarząd stacji, decyzja o wycofaniu się była trudna, zwłaszcza, że nadawca co roku (jak podkreśla) dokładał wszelkich starań by reprezentant Polski jak najlepiej pokazał się Europie. Dodatkowo, aktualna sytuacja ESC w Polsce (spadek zainteresowania widzów jak i wykonawców) świadczy o ogólnym kryzysie formatu festiwalowego w kraju. Na koniec TVP dodaje, że mimo braku udziału w ESC nadal stara się wypełniać zobowiązania związane ze wspólnotą europejską. Wymienia tu m.in. wszelkiego rodzaju projekty telewizyjne związane z polską prezydencją oraz nadchodzące Euro 2012. KRRiT przyjęła takie wyjaśnienia, natomiast fani analizujący już ten list twierdzą, że takie nastawienie TVP do ESC nie świadczy o rychłym powrocie Polski do konkursu” – mogliśmy przeczytać na stronie „Dziennika Eurowizja” w dniu 1 marca 2012 roku. O braku zainteresowania udziałem ze strony ludzi z gmachu przy ulicy Woronicza 17 konkursem opowiadał Tomasz Deszczyński wieloletni prezes i założyciel stowarzyszenia OGAE Polska w swoim wywiadzie, którego udzielił Konradowi Szczęsnemu na portalu eurowizja.org: „Wycofanie się w 2012 roku było straszne. Powodem były na pewno kwestie finansowe, bo byliśmy współorganizatorami Euro 2012. Pamiętam też, że Piotr Klatt czymś podpadł w telewizji i niedługo później musiał z niej odejść. Składał konkretne projekty, związane z udziałem w Eurowizji 2012, ale nie dostawał żadnych odpowiedzi. Oprócz Piotra Klatta, nikogo w TVP Eurowizja nie interesowała, dlatego po jego odejściu nie było komu przekazać tematu. Organizacja Euro 2012 była dobrym pretekstem” – mówi Deszczyński. Uważałem i uważam po latach, że była to najlepsza decyzja jaką wówczas polska telewizja podjęła. Nie było mi żal eurowizyjnych dziennikarzy i fanów. Widziałem w tym szansę zakończenia jednego z najdziwniejszych rozdziałów w historii tej instytucji po 1989 roku. Już na poziomie krajowego konkursu był problem. Przyciągał w większości beztalencia, które chciały wykorzystać rozgłos jakie im dawało uczestnictwo w preselekcjach i a potem w konkursie. Lepiej było przerwać promowanie bogatych dzieciaków za publiczne pieniądze. Środowisko fanów i dziennikarzy eurowizyjnych było sfrustrowane faktem, że TVP nie tylko zrezygnowała z wysłania reprezentanta, ale w 2013 roku całkowicie zaniechała transmisji konkursu, co uniemożliwiło polskim widzom nawet bierne uczestnictwo. Brak Polski w konkursie oznaczał, że OGAE Polska nie mogło wystawiać piosenek w wewnętrznych konkursach sieci OGAE (np. OGAE Second Chance Contest), co ograniczało aktywność stowarzyszenia na arenie międzynarodowej. Społeczność OGAE Polska argumentowała, że to właśnie brak transmisji i promocji ze strony nadawcy publicznego nakręca spiralę spadku popularności, a Eurowizja pozostaje dla polskich artystów jedną z niewielu szans na realną promocję poza granicami kraju. Jeszcze we wrześniu 2013 roku TVP zapowiadało, że w następnym roku także nie weźmie udziału. Ludzie związani z OGAE Polska i eurowizją.org nie mogli przeboleć kolejnego roku z pauzom. Zaczęli słać petycje za petycją na Woronicza 17 domagając się powrotu do konkursu. Efekt pisania tych petycji był żaden. Wówczas we wrześniu 2013 roku pisałem, że protesty środowisk eurowizyjnych wynika nie z samego faktu braku obecności polskiego reprezentanta a obawy o własne interesy. OGAE to międzynarodowy fanklub Konkursu Piosenki Eurowizji. Został założony w 1984 roku w Savonlinnie w Finlandii. Jak już wcześniej pisałem w Polsce polskie OGAE powstało w 2005 roku. Przed rokiem 2012 byli zapraszane na imprezy towarzyszące Eurowizji organizowane przez stowarzyszenie, mieli wstęp na imprezy okołokonkursowe odbywające się przed samą imprezą. TVP decydując o wycofaniu się z Eurowizji uniemożliwiła im uczestnictwo w tychże imprezach. Powrót do konkursu otwierał im drzwi do salonów OGAE. Tak też się stało w grudniu 2013 roku. Od powrotu TVP do konkursu powstało kilka kanałów eurowizyjnych na YouTube i stron eurowizyjnych w mediach społecznościowych. Mentalność polski eurowizyjnych dziennikarzy i influencerów, podejście do kontrowersji jakie wiązały się z udziałem Rosji, Białorusi, Węgier i Izraela, gdzie potrzeba krytyka organizatorów – EBU przegrywała z potrzebą zaistnienia zaprowadziła ich po latach donikąd. Teraz płaczą, że Izrael niszczy ich ukochany konkurs. Spadek zainteresowania Eurowizją w Europie i Polsce w tym roku nie jest wyłącznie wynikiem działań izraelskiego rządu. Stanowi kumulację złych rzeczy jakie miały miejsce na Eurowizji od lat. Właśnie wy tworzący eurowizyjne media tolerowaliście to zło niszczące muzyczną imprezę, która jest tak dla was ważna, ważniejsza niż ludzkie życie w krajach okupujących nieprawnie przez nie zajęte tereny i dokonujących tam przez dekady fizycznej eliminacji ludności.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kamilka z „upiornego” domu

Ach te lata 90.!

Karolek Kibolek