Straszna Alternatywa

 

Alternatywa dla Niemiec (AfD) nie bez powodu wygrała niedzielne wybory (6 września 2026) do Landtagu Saksonii-Anhalt. Zdobyła ponad 43% głosów mieszkańców tego jednego z najuboższych niemieckich landów. Szok jakim było osiągnięcie prawie samodzielnych rządów przez nazistów z AfD nie wywołał żadnej refleksji wśród polityków, publicystów i komentatorów. Trudno aby mogło się tak stać. Walka z AfD jest nie tylko według nich walką z partią odwołującą się do najgorszych momentów z niemieckiej historii. To również walka o zachowanie starego świata, neoliberalnego i demokratycznego. To właśnie ten neoliberalny świat z demokratyczną fasadą stworzył warunki korzystne dla niemieckich nazistów. Ich sukces zaczął się nie od ostatnich kryzysów wywołanych przez pandemię Covid 19 czy wojnę rosyjsko-ukraińską. Proces jaki zaprowadził Niemców do obecnego stanu zaczął się od 1990 roku, od momentu zjednoczenia NRD z RFN. Zjednoczenie Niemiec podzielnego latami na dwa państwa był procesem niesprawiedliwym społecznie. Helmut Kohl brutalnie narzucił dawnemu NRD kapitalistyczną gospodarkę powodując zapaść wielu tamtejszych regionów. Za likwidacją zakładów pracy szło wyludnianie się wschodnioniemieckich miast i miasteczek. Odpływ ludności do zasobniejszej zachodniej części kraju zmusił lokalne władze w nowopowstałych landach na wschodzie do burzenia opustoszałych bloków powstałych za czasów NRD. W ten sposób znikały osiedla będące symbolem enerdowskiej prosperity. Zmniejszająca się ludność została pozostawiona sama sobie w nowej rzeczywistości bez perspektyw na poprawę życia. Właśnie za to Kohl i jego chadecki rząd byli krytykowani. Radykalna lewica postrzegała zjednoczenie kraju w 1990 roku nie jako radosny triumf wolności, ale jako agresywne wchłonięcie NRD przez zachodnioniemiecki kapitał (często używano terminu Anschluss). Kohl był dla nich architektem nacjonalistycznego zwrotu i powrotu do imperialnych ambicji „Wielkich Niemiec” (Großdeutschland). Jednym z symboli wstecznego myślenia kanclerza była organizacja 17 sierpnia 1991 roku powtórnego pogrzebu pruskiego króla Fryderyka Wielkiego. Wokół ceremonii narosły ogromne kontrowersje, a na ulicach Poczdamu i Berlina doszło do manifestacji przeciwników gloryfikacji militaryzmu. Przeniesienie szczątków króla z zamku Hohenzollern do pałacu Sanssouci zorganizowano z olbrzymią pompą. Uroczystość była transmitowana na żywo w telewizji, a zaangażowanie Bundeswehry (kompanii honorowej) oraz oficjalna obecność kanclerza Helmuta Kohla nadały jej charakter państwowy. Wywołało to natychmiastowy opór ze strony środowisk lewicowych, anarchistycznych oraz pacyfistycznych, które zorganizowały demonstracje (zgromadziły one około 1500–2000 protestujących). Krytycy obawiali się, że tak huczny powrót do tradycji pruskich w zjednoczonych Niemczech obudzi dawne, nacjonalistyczne demony. Wśród  skrajnej prawicy osoba zmarłego monarchy wzbudza do dziś pozytywne reakcje. Kanclerz Kohl twierdził, że uczestniczy w całej ceremonii jako „osoba prywatna”, co powszechnie uznano za próbę wyciszenia krytyki w kraju i zagranicą. Szczególnie źle to przyjęto w Polsce, gdzie król Prus jest obwiniany za udział w rozbiorze kraju a wcześniej za działania zmierzające w tym kierunku. W Wielkiej Brytanii stanowi symbol pruskiego dążenia do dominacji militarnej w Europie, która doprowadziła do dwóch wojen światowych. Udział Kohla nie był przypadkowy i mówił wiele o nim samym. Nie chciał aby po zjednoczeniu kraju wyrosło mu na prawo od CDU/CSU jakiekolwiek ugrupowanie polityczne. Stąd takie a nie inne zachowanie kanclerza  wobec powtórnego pogrzebu Fryderyka II i postaw rewizjonistycznych wobec Polski i Czech ze strony środowiska ziomkowskich. Nie interesował go fakt, że na granicy polsko-niemieckiej dochodzi często do incydentów o charakterze rasistowskim. W 1993 roku rząd Kohla (przy wsparciu SPD) drastycznie ograniczył konstytucyjne prawo do azylu (tzw. Asylkompromiss). Kohl stał się odpowiedzialny za instytucjonalny rasizm i budowanie „Fortecy Europa”. Przeciwnicy kanclerza w jego reformach gospodarczych widzieli demontaż praw pracowniczych i brutalne podporządkowanie społeczeństwa rynkowi, zwłaszcza w biedniejszych, wschodnich landach po 1990 roku. Helmut Kohl stał się symbolem zacofanego, patriarchalnego i skorumpowanego systemu (co podsyciła pod koniec lat 90. afera z nielegalnymi funduszami CDU). Właśnie afera z funduszami partii, której przez lata przewodził doprowadziły do końca jego kariery politycznej. W czasach jego rządów dawne NRD poza Berlinem nie było atrakcyjne dla nikogo, w tym dla Polaków. Po 1990 roku nie były celem emigracji zarobkowej ani turystycznej. Ponieważ wschodnioniemieckie landy zmagał się z głębokim kryzysem gospodarczym i społecznym po zjednoczeniu. Polacy szukający pracy za granicą wybierali bogatsze regiony dawnego RFN lub inne kraje Europy Zachodniej, gdzie zarobki i możliwości rozwoju były znacznie wyższe niż na postsowieckim wschodzie. Zrównanie się poziomu życia w dawnym NRD i Polsce było również osiągnięciem Kohla oraz niemieckich neoliberałów. Nic dziwnego, że z roku na rok rosło tam poparcie dla skrajnej prawicy np. NPD (niem. Nationaldemokratische Partei Deutschlands, obecnie Die Heimat). Oczywiście nie osiągało ono takich rozmiarów popularności jakie ma dziś AfD, ale tylko dla tego, że większym zaufaniem cieszyły się partie uważane wówczas (w latach 90. i później) za lewicowe. Oczywiście dominował tam również CDU. Jak widać żadna partia rządząca na wschodzie Niemiec niczego nie zmieniła na lepsze i nie miała zamiaru tego robić. Tymczasem w Polsce czasów transformacji utrzymywał się mit o Niemczech. Polskie media liberalne i centrowa klasa polityczna przez dekady przedstawiały zachodniego sąsiada jako wzór doskonałej organizacji, nowoczesności i „zielonej transformacji”. Ignorowano fakt, że potęga gospodarcza Niemiec budowana była na asymetrii i wyzysku państw Europy Środkowo-Wschodniej (w tym Polski) jako rezerwuarze taniej siły roboczej. Media idealizując niemiecki kapitalizm, legitymizowały neoliberalne reformy w Polsce, które uderzały w prawa pracownicze. Media głównego nurtu zachwycały się niemieckim odejściem od atomu, podczas gdy w rzeczywistości Berlin uzależniły Europę od rosyjskiego gazu, a w momentach kryzysowych masowo wracały do spalania węgla brunatnego. Politycy i eksperci chwalą Niemcy za bycie liderem na Starym Kontynencie, a z drugiej strony od lat ganią byłego kanclerza Gerharda Schrödera za kontakty z Moskwą. To właśnie Schröder był najważniejszym stronnikiem Władimira Putina na zachodzie. Budowa rurociągu Nord Stream była właśnie jego inicjatywą. Biegnący po dnie Morza Bałtyckiego rurociąg omijający Polskę wywoływał oburzenie w Warszawie. Przywoływało to najgorsze skojarzenia z historii. Schröder uzależnił Niemców od dostaw surowców energetycznych z Rosji kierując się swoją prywatą, ale także interesem pazernych niemieckich gigantów. I tu tkwi właśnie źródło problemów jakie utorowały drogę niemieckiej skrajnej prawicy do zyskania ogromnej popularności. Chociaż tani rosyjski surowiec (gaz i ropa) napędzał potęgę przemysłową całego kraju, korzyści te rozkładały się nierównomiernie, a większość wschodnich landów zmagała się w tym czasie z głębokimi problemami strukturalnymi latami po zjednoczeniu do dziś. Na wschodzie istniały punkty ściśle powiązane z rosyjską energią jak rafineria PCK w Schwedt (Brandenburgia) – przez lata przetwarzała rosyjską ropę z rurociągu „Przyjaźń” i dawała zatrudnienie tysiącom osób w regionie, Greifswald – miasto leżące w Meklemburgi-Pomorze Przednie, do którego docierał Nord Stream. Dla tych konkretnych miast i regionów obecność rosyjskich surowców oznaczała stabilne miejsca pracy i wysokie wpływy z podatków dla lokalnych samorządów. Nie przekładało się to jednak automatycznie na ogólny skok poziomu życia całego społeczeństwa wschodnich Niemiec. Skąd więc popularność AfD (odwołującego się do powrotu współpracy politycznej i gospodarczej z Rosją) w dawnym NRD? Wynika to z międzypokoleniowego sentymentu do państwa wschodnioniemieckiego, poziomu życia z tamtych czasów i do Rosji jako spadkobierczyni ZSRR – jedynego gwaranta istnienia NRD. Inną kwestią jest temat imigrantów. AfD jako nacjonalistyczna partia wzięła ich sobie za cel od 2015 roku. Straszy nimi niemieckie społeczeństwo od ponad dekady. Sytuacja emigrantów jest pochodną myślenia niemieckich władz, gdzie emigranci będą wykonawcami najprostszych prac, jak np. sprzątanie czy opieka nad osobami starszymi. Po II wojnie światowej bogacące się niemieckie społeczeństwo nie chciało parać się pracą poniżej ich ambicji zawodowych oraz finansowych. Zaistniała potrzebę sprowadzenia emigrantów z poza Europy. Również konflikty międzynarodowe i sytuacja polityczna oraz ekonomiczna zmuszały ludzi do emigrowania do Europy Zachodniej. Rodziło to od początku napięcia społeczne, gdyż w zachodnioniemieckich miastach tworzyły się getta. Osoby mające emigranckie pochodzenie zmuszone były zakończyć edukację  najczęściej tuż po ukończeniu 18 roku życia aby podjąć prace celem utrzymania siebie i rodziny. Nie mogło kształcić się dalej, realizować się studiując, rozwijając własne pasje lub awansując w urzędach państwowych. Niemieckie władze i biznes nie ułatwiali im tego. Temu procesowi trwającemu latami towarzyszyło rozgoryczenie wśród emigrantów. Nie ma tu ich winny. Winny jest kapitalizm oferujący jedynie mglistą obietnicę awansu ekonomicznego a w rzeczywistości dający poczucie wyzysku oraz braku kontroli nad własnym życiem. Można powiedzieć, że mają takie samo odczucie przedstawiciele niemieckiej klasy średniej i biedniejsi obywatele RFN. Jedni bojąc się o utratę dotychczasowego poziomu życia, inni tego, że nigdy nie będzie już lepiej. AfD korzysta z tych leków kreując się na partię mogącą to wszystko zmienić. Szczując na emigrantów, próbuje odwrócić uwagę od istoty problemu jakim są nierealne marzenia o mieszkaniu i stabilnej pracy w obecnym systemie. Odwoływanie się do wspólnoty narodowej i tożsamościowej przez polityków skrajnej prawicy nie zwiększy dzietności, dostępności mieszkań, nie zwiększy wynagrodzeń oraz nie wymusi ma pracodawcach ochrony pracowników przed utratą zatrudnienia. Co gorsza Ulrich Siegmund kandydat AfD na premiera landu Saksonii-Anhalt zasugerował, że sprzęt wojskowy może być potrzebny podczas przyszłych „ofensyw remigracyjnych i deportacyjnych”. Wielu przyjęło to z oburzeniem, tak jak plany stworzenia osobnych szkół dla dzieci niepełnosprawnych i dzieci emigrantów. AfD nie chce aby Niemcy ciągle przepraszały za zło wyrządzone w czasie II wojny światowej. Politycy AfD prowadzą agresywną strategię relatywizowania i marginalizowania zbrodni nazistowskich oraz dążą do radykalnego przeformułowania niemieckiej polityki historycznej. Ich wypowiedzi budzą ogromny opór opinii publicznej oraz oficjalne protesty organizacji ocalałych z Holokaustu. Björn Höcke, jeden z liderów najbardziej radykalnego, wschodniomiemieckiego skrzydła partii (uznawanego przez kontrwywiad za skrajnie prawicowe), nazwał Pomnik Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie „pomnikiem wstydu w sercu stolicy”. Domagał się również „zwrotu o 180 stopni w polityce pamięci” i zerwania z rzekomym niemieckim „kultem winy”. Eva Umlauf (ocalała z Auschwitz) wystosowała publiczny apel, domagając się wszczęcia procedury delegalizacji AfD. Argumentowała, że partia posługuje się rasistowską ideologią oraz otwarcie nawiązuje do nazistowskich klisz propagandowych. Doczekaliśmy się tego czego obawiali się od lat anarchiści. Od prawie 20 lat Europą wstrząsają kryzysy o podłożu ekonomicznym i politycznym. W zamian mieszkańcy Starego Kontynentu dostają alternatywę w postaci partii o zabarwieniu brunatnym. Krokodyle łzy byłej kanclerz Angeli Merkel wywołane wygraną AfD w Saksonii-Anhalt niczego tu nie zmienią. Merkel sprzyjała od początku piastowania urzędu kanclerskiego wielkiemu biznesowi, który uzależniony od Rosji podłożył podwaliny pod wojnę rosyjsko-ukraińską oraz sukcesy skrajnej prawicy. Czego nie chcą widzieć neoliberałowie szukając winnych poza samymi sobą, i przyjmując narrację nacjonalistów.        

 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jak ukraść mieszkanie?

Kamilka z „upiornego” domu

Karolek Kibolek